Najeźdźcy Bonapartego - Richard Howard
poniedziałek, marzec 19, 2012, 09:17 -
Tania książkaPosted by Administrator
Książkę pozyskałem (naprawdę pozyskałem) jakiś czas temu. Trochę odleżała na półce i w końcu ją przeczytałem. Nie żałuję.
Najeźdźcy są drugą częścią, liczącego 6 tomów, cyklu o przygodach Alaina Lausarda. Główny bohater jest byłym francuskim arystokratą, który uniknąwszy gilotyny "zaciąga" się do armii Republiki. Po peregrynacjach we Włoszech (w tomie pierwszym) autor (i historia) zaciągnęli Alaina do Egiptu. Kampania ta trwała kilka lat, ale Howard skupia się jedynie na dwóch etapach: podróży morskiej do Egiptu (bodaj z 1/4 książki) oraz na walkach zakończonych zdobyciem Kairu. O Syrii i ucieczce Napoleona z Egiptu ani słowa.
Fabuła jest typowa dla książki żołniersko - awanturniczo - przygodowej. Streszczał jej nie będę.

Wartość tej książki, dla mnie, to przede wszystkim zapoznanie się z ciekawym okresem wojen napoleońskich, którym miałem nikłą wiedzę. Tak jak wcześniej pisałem - Najeźdźcy zadziałali na mnie niczym White Dwarf - muszę mieć nową armię, muszę! Reszta, to w zasadzie, zwyczajna powieść fantasy. Bohaterowie walczą, zabijają, przeżywają, awansują itp. Dobre na dłuższy wypad pociągiem - nawet nie zauważycie mijanych widoków za oknem. W dodatku na pewno sięgniecie, o ile nie jesteś ekspertami, po jakąś poważniejszą książkę na temat Kampanii Egipskiej Napoleona. Zapewne zastanowicie się też dlaczego ten "geniusz" tak często przegrywał i dlaczego tak nie dbał o swoich żołnierzy...
To co nie zachwyca, to archetypizacja bohaterów: Alain to niezależny buntownik z poczuciem obowiązku (taki Kmicic tylko nieco słabiej), jego koledzy to misiowaty Rosjanin, gruby obżartus, sprytny ruchacz i świętobliwy koleżka (no banda Robin Hooda jak się patrzy). Sceny z Napoleonem wskazują, że jest to dość ograniczony karierowicz, który marzy wyłącznie o swojej sławie (nie wiem jak było naprawdę, ale prawda bywa zwykle nieco bardziej złożona). Główni protagoniści Napoleona w bitwach to jacyś Zulusi, a nie Mamelucy. Howard walki z nimi opisuj jako jednostronne rzeźnie, w których horda świetnie wyposażonych Mameluków daje się wystrzelać wycieńczonym Francuzom. Tymczasem gdzieś w sieci wyczytałem, że Napoleon te starcia wygrywał "narrowly". No cóż muszę doczytać.
Ostatni mankament na koniec: jak na książkę o kampanii wojennej, to jest w niej stanowczo za mało starć. Jedna bitwa i jedna potyczka to trochę za mało na 250 stron. Z drugiej strony pamiętam jak potrafiły zamęczyć opisy kolejnych starć Kmicica i jego Tatarów ze Szwedami (kartkowałem to znużony).
Dla wielbicieli poloników jest jeden smaczek. W książce jedną dużą scenę ma adiutant Napoleona: Sułkowski.
Mimo wielu braków książkę polecam jako świetny sposób na wkroczenie w świat wczesnonapoleoński.